Rewersowi mówimy: nie 2009-11-20 23:45:36

Może po prostu miałam za duże oczekiwania, albo mam very sophisticated taste, czyli przeżarty festiwalami mózg snoba. Ale chyba nie mam, bo przecież np. Zero jest zwykłym filmem, żadnym tam eksperymentem, a bardzo mi się podobało.
Rewersowi natomiast mówimy tytułowe: nie, nie i jeszcze raz nie.
Bo nie wiem, co to za historia jakaś - gdyby wydarzyła mi się taka w życiu (odpukać), musiałabym w nią uwierzyć. Ale w filmie jest absolutnie bezsensowna. Dorociński recytuje, chodząc dookoła stolika (no, a ja go lubię przecież generalnie!), Anna Polony też jakaś drewniana - mimo wszystko, Jandy nie lubię w ogóle, w niczym i na żadnej scenie, jedna Agata Buzek się broni, choć w wersji z nieudaną starczą charakteryzacją - już wcale :-/
Wielkie rozczarowanie na koniec upiornego tygodnia. W sumie można się było tego spodziewać.

P.S. Niejaki Szczygieł Mariusz przy pomocy Wydawnictwa Czarne wydał zbiór 20 lat nowej Polski w reportażach. Pewnie warto, Gottland był świetny.

P.S. 2 Ktoś mi zajumał moje wypasione mp3 i chyba będę płakać :-( do gwiazdki bez muzyki?????

skomentuj (0)

Beaujolais i truskawki 2009-11-20 00:01:31

Stwierdziłam, że mam jeszcze chwilę na poniewieranie się po salonach, zanim szczeznę w domowych pieleszach  lub - w co wierzę bardziej - zniknę z tego swiata w podniosłym, acz tragicznym stylu Zeldy Fitzgerald.

Ok, Złote kaczki były porażką, ale beaujolais nouveau - choć, gdziekolwiek by pite nie było - ohydne, w miłych, truskawkowych okolicznościach przyrody postawiło na nogi po naprawdę fatalnym tygodniu (który, niestety, wciąż trwa).

Do minusów ostatnich dni należy zaliczyć kolejną wizytę w świątyni polityków: nie nadaję się, nie rozumiem, nie chcę wiedzieć, co oni tam wszyscy robią i dlaczego. Wiem za to, że dopóki tacy ludzie będą tam trafiać, tacy jak ja i wszyscy których znam, nigdy tego nie zrobią. Brr.

skomentuj (2)

Dziwnych snów ciąg dalszy 2009-11-19 01:34:33

Zawsze wydawało mi się, że bogate sny to się ma w te noce, kiedy śpi się długo, przynajmniej z 10 godzin. Dlatego nie umiem sobie wytłumaczyć, skąd taki dziwny i długi sen w nocy, która trwała dzisiaj/wczoraj zaledwie trzy godziny i była drugą taką nocą z rzędu.

Otóż śniło mi się, że w kolejce w jakimś sklepie spożywczym spotkałam Michaela Jacksona (sic!). Jacko miał swoją czerwoną koszulę i czarną marynarkę, był chudy, wymęczony i niesamowicie niezaradny - wszystko mu trzeba było tłumaczyć, potrzebował pomocy, więc zostaliśmy przyjaciółmi i przeżyliśmy razem wiele wiele przygód, jak w filmach przygodowych.

Sen wydaje mi się ciekawy o tyle, że gdybym miała wybrać sto osób publicznych, które mogłabym poznać osobiście, zapewne w tej grupie zabrakłoby miejsca dla MJ. Nie ma jak sprawdzić, co to może znaczyć, bo nie podejrzewam, żeby był gdzieś dostępny sennik z hasłem Michaela Jacksona spotkać w spożywczym.

skomentuj (6)

Zero 2009-11-16 23:37:33

Zdążyłam, zanim wyszło z kin.
Oglądałam i trochę zadrościłam, bo chciałam napisać kiedyś taką książkę, w której akcja będzie biegła od jednego bohatera do drugiego i kolejnego, aż w końcu ten ludzki krąg się zamknie. Potem jednak przeczytałam kilka podręczników pisania scenariuszy i okazało się, że porada pt. skonstruuj historię, w której akcja biegnie za banknotem wędrującym z rąk do rąk jest tak wyświechtana, że szkoda gadać.
A teraz okazuje się, że Borowskiemu się to właśnie udało. Kunsztowny, przemyślany, poukładany scenariusz, choć przez ten kunszt raczej kuglarski jakoś niż prawdziwy. Więcej prawdy o Warszawie było pewnie w Rezerwacie. W Zerze jest trochę, jak w grze komputerowej.
Mimo to jestem na tak i duży plus za angaż aktorów dotychczas głównie lub wyłącznie teatralnych.

P.S. Nie wiedziałam, że w Zerze gra moje własne biuro :-)

skomentuj (0)